Listen to Dwadzieścia Lat, a Może Mniej on Spotify. Jacek Lech · Song · 1998. Home; Search; Your Library. Create your first playlist It's easy, we'll help you. dwadziescia lat a moze mniej jacek lech Dwadzieścia Lat A Może Mniej - Jacek Lech "Nie miałem prawie nic, a chciałem jej darować świat I czarno białe dni rozłożyć na palecie barw Mówiłem, jeśli chcesz, zabiorę cię daleko stąd Ze sobą tylko weź gorące serce, dwoje rąk Dwadzieścia" Dwadzieścia lat a może mniej ( tekst )----- ★★ ★★ -----Nie miałem prawie nic, a chciałem jej darować światI czarno białe dni rozłożyć na paleci Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień, Czterdzieści tamtych dawno poszło w dal, Dwadzieścia lat i tylu odeszło w cień. Przed Tobą może jeszcze jeden bal. A świat ciągle Ci płata kawały swe, Chce Cię na deski kłaść, Ty swoje wiesz, że jedno sprawdziło się. Jak świeże wiśnie trzeba życie rwać. A gdy Cię wnuk pogania, Oni, na mocy Ustawy z 18 grudnia 1998 roku o służbie cywilnej, w przypadku stażu pracy wynoszącego mniej niż dwadzieścia lat mogą liczyć na odprawę emerytalną w wysokości 3-miesięcznego wynagrodzenia. Gdy pracują dłużej niż dwadzieścia lat, to ich odprawa emerytalna wyniesie sześć miesięcznych pensji. Przeczytaj o Dwadzieścia lat a może mniej (Remix) w wykonaniu Jacek Lech i zobacz grafikę, tekst utworu oraz podobnych wykonawców. . Tekst piosenki: Nie miałem prawie nic, a chciałem jej darować świat I czarno-białe dni rozłożyć na palecie barw Mówiłem: "Jeśli chcesz, zabiorę cię daleko stąd Ze sobą tylko weź gorące serce, dwoje rąk" Dwadzieścia lat, a może mniej, wirował w oczach słońca pył Dwadzieścia lat, a może mniej, świat brałem taki, jaki był Dwadzieścia lat, a może mniej, uczyłem się dopiero żyć Dwadzieścia lat, a może mniej, nie miałem prawie nic Nie miałem prawie nic, a chciałem jej darować świat Rozmienić każdą myśl na cienie nocy, światła dnia Ściemniała listów biel, kto inny zabrał ją gdzieś stąd To było dawno, wiem, i wiem już nawet gdzie tkwił błąd Dwadzieścia lat, a może mniej, wirował w oczach słońca pył Dwadzieścia lat, a może mniej, świat brałem taki, jaki był Dwadzieścia lat, a może mniej, uczyłem się dopiero żyć Dwadzieścia lat, a może mniej, nie miałem prawie nic Aaa... Dwadzieścia lat, a może mniej, uczyłem się dopiero żyć Dwadzieścia lat, a może mniej, nie miałem prawie nic Aaa... ROZDZIAŁ XL POSZUKIWANIA W PIKARDJI W Paryżu nie było zupełnie spokojnie; dawał się uczuwać brak żywności — a stosownie do tego, który z generałów księcia Conti pragnął wybić się na wierzch, stwarzał małe zaburzenie, następnie uśmierzał je, co mu dawało czasową wyższość nad kolegami. W jednej z takich zamieszek, pan de Beaufort rozkazał zrabować dom i bibljotekę Mazariniego, aby, jak się wyraził, dać choć jaki taki ogryzek biednemu ludowi. Po tym wypadku, jaki miał miejsce wieczorem tego samego dnia, w Którym paryżanie zostali pobici w Charenton, Athos i Aramis opuścili stolicę. Nasi szlachcice obrali drogi ustronne, nasamprzód aby nie wpaść w ręce Mazaryńczyków, rozsianych w prowincji Ile de France, a następnie, aby uniknąć frondystów, zajmujących Normandję, którzy nie omieszkaliby ująć ich i zaprowadzić do pana de Longueville, ażeby sam sprawdził czy są przyjaciółmi czy wrogami. Tracili jednak nadzieję trafienia na ślad przyjaciół. Zwiedzili już kilka oberży, wypytali kilku oberżystów a nic nie rozjaśniło niepewności, nic nie wskazywało, że byli, tu przed nimi; dopiero w Muntreuil, siedząc przy stole, Athos uczuł pod delikatnemi palcami coś wyżłobionego. Podniósł obrus, i przeczytał wyrżnięte na drzewie ostrzem noża, następujące hieroglify: PORT... — D‘ART... — Z LUTY. — Wybornie — rzekł Athos, pokazując napis Aramisowi — mieliśmy zamiar zanocować tutaj, lecz teraz już to niepotrzebne. Jedźmy dalej... Dosiedli co żywo koni i pojechali do Abbeville. Tu znów ich wielka niepewność ogarnęła, z powodu znacznej ilości hoteli i domów zajezdnych. Niepodobieństwem było wszystkie zwiedzić, a trudno znów odgadnąć, w którym z nich zatrzymali się poszukiwani przyjaciele. — Wierz mi, hrabio — rzekł Aramis — dajmy pokój poszukiwaniom w Abbeville, bo nic nie znajdziemy. My wahamy się od której oberży zacząć, nasi przyjaciele tak samo nie byli pewni, do której zajechać. Gdyby o Porthosa chodziło jedynie, ten ulokowałby się w hotelu najwspanialszym, a udając się doń, z pewnością natrafilibyśmy na ślad jego pobytu... Lecz d‘Artagnan nie podlega podobnym słabostkom; choćby Porthos używał wszelkich możliwych sposobów dla dowiedzenia, że umiera z głodu, d‘Artagnan pojechałby dalej, niewzruszony, jak przeznaczenie, i zdaje mi się, że gdzieindziej trzeba go szukać. Nie zatrzymując się tedy, pojechali dalej, lecz nic nie spostrzegli, niczego się nie dowiedzieli. Trudne zadanie przedsięwzięli Athos i Aramis, a nadewszystko nużące okrutnie i gdyby nie potrójna sprężyna poruszająca, to jest: honor, przyjaźń i wdzięczność, wyryte w głębi duszy, nasi podróżni stokroć razy już wyrzekliby się odgrzebywania śladów na piasku, wypytywania przechodniów, odgadywania znaków przeróżnych i śledzenia wyrazu twarzy nieznajomych. Jechali tak aż do Perony. Athos tracił nadzieję i desperował. Szlachetny i wzniosły charakter hrabiego obwiniał siebie i Aramisa o brak inteligencji i przebiegłości. Zapewne źle szukali, myślał, zapewnie nie umieli dość zręcznie wypytywać, za mało starań i wytrwałości okazali w badaniu okolicy. Mieli zamiar powrócić tą samą drogą i zacząć na nowo, gdy, przejeżdżając przedmieście do bram miasta prowadzące, Athos rzucił okiem na ścianę domu narożnego przy ulicy, idącej ponad wybrzeżem, i spostrzegł narysowanych czarnym kamieniem, z całą prostotą dziecięcą, próbującą sił swoich na tem polu. spostrzegł, mówimy, narysowanych dwóch jeźdźców, galopujących zawzięcie: jeden z nich trzymał w ręku ogromny papier, na którym wypisane były po hiszpańsku następujące słowa: „Gonią za nami“... — Otóż to, jak dzień jasne — zawołał Athos. — Pomimo pogoni, d‘Artagnan zatrzymał się tutaj przez chwilę; dowodzi to, że pogoń nie była zbyt bliską, a może nawet zdołali się wymknąć. Aramis potrząsnął głową: — Gdyby był umknął, jużby się z nami połączył, a przynajmniej dał znać o sobie. — Masz rację, Aramisie; jedźmy dalej. Trudno wypowiedzieć niepokój i niecierpliwość dwóch przyjaciół. Czułe i przywiązane serce Athosa drżało z obawy, nerwowy zaś Aramis niecierpliwił się i przeklinał. To też lecieli z wiatrem w zawody przez jakie cztery godziny, zupełnie jak jeźdźcy, narysowani na murze. Aż oto nagle w wąskim przesmyku, pomiędzy drzewami, ujrzeli przed sobą drogę, zawaloną ogromnym kamieniem. Widać było pod drzewami z boku miejsce, skąd go po ruszono, ślad wyryty dowodził, że sam się nie potoczył, a wielkość i ciężar wskazywały, że chyba ramię jakiegoś olbrzyma ruszyło go z miejsca, gdzie może od stworzenia świata leżał spokojnie. Aramis przystanął. — O!... — rzekł przyglądając się kamieniowi — musiał tu być Ajax, Télamon lub Porthos. Zsiądźmy z koni, hrabio, i obejrzyjmy tę skałę. Tak też uczynili. Oczywiście kamień położono, ażeby drogę zagrodzić. Leżał trochę na boku, dwaj przyjaciele obeszli go i obejrzeli ze wszystkich stron, nie mogąc znaleźć nic nadzwyczajnego. Przywołali zatem Blaissois i Grimauda i we czterech zaledwie go przewrócili. Na spodzie kamienia wypisane było: „Ośmiu konnych ściga nas. Jeżeli zdołamy dojechać do Compiégne, staniemy pod „Panem w koronie“, gospodarz jest naszym przyjacielem“. — Chwała Bogu, mamy przynajmniej jakąś wiadomość — rzekł Athos — cokolwiek ich spotkało, będziemy wiedzieli, czego się trzymać. Prędzej zatem, pod „Pana w koronie“. Po upływie sześciu godzin, Athos i Aramis wjeżdżali do Compiégne i pytali o „Pana w koronie“. Wskazano im szyld, na którym namalowany był bożek „Pan“ w świetnej koronie na głowie. Dwaj przyjaciele zsiedli z koni, nie zważając na malowidło szyldu, które w innym czasie Aramis byłby krytykował i wyśmiewał z pewnością. Przyjął ich zacny oberżysta, łysy i brzuchaty jak chiński mandaryn. Zapytali go, czy nie przyjmował czasem u siebie dwóch szlachciców, ściganych przez oddział lekkiej konnicy. Gospodarz nic nie odpowiedział, tylko poszedł i wyjął ze skrzyni połowę długiej szpady. — Czy znacie to, panowie?... — zapytał. Athos raz tylko spojrzał na ostrze. — To jest szpada d‘Artagnana — powiedział. — Czy tego wielkiego, czy małego?... — zapytał znów gospodarz. — Małego — odrzekł Athos. — Widzę, że jesteście przyjaciółmi tych panów. — Co się z nimi stało? — Wpadli na moje podwórze na koniach, zmęczonych już zupełnie, i zanim zdążyli zamknąć bramę, ośmiu kawalerzystów, goniących za nimi, wpadło także na dziedziniec. — Ośmiu tylko!... — rzekł Aramis. — Dziwi mnie, że takie zuchy jak Porthos i d‘Artagnan pozwolili ująć się ośmiu ludziom. — Z pewnością, proszę pana, tych ośmiu nie dałoby im rady, gdyby nie przywołali dwudziestu żołnierzy z pułku Królewsko-Włoskiego, stojącego garnizonem w mieście, tak, że dwaj przyjaciele panów musieli ulec przeważającej liczbie. — Za cóż ich aresztowano — rzekł Athos — czy nie wiecie czasem? — Nie wiem, proszę łaski pana, uprowadzono ich natychmiast, nie mieli czasu nic powiedzieć, jak już wyjechali, ja, pomagając wynosić dwa trupy i sześciu rannych, znalazłem ten ułamek szpady na miejscu walki. — A oni — zapytał Aramis — czy cało wyszli? — Tak mi się zdaje, proszę pana. — Mamy chociaż tę pociechę — rzekł Aramis. — W którą stronę ich poprowadzono?... — zapytał Athos. — W stronę Luwru. Przyjaciele odesłali Blaisois i Grimauda z końmi do Paryża i udali się śpiesznie do Luwru. W Luwrze nie było zajazdu tylko szynk, w którym sprzedawano napój, sławny jeszcze dzisiaj, a wyrabiany już w owej epoce. — Zatrzymajmy się tu — rzekł Athos — d‘Artagnan nie ominąłby sposobności, nie mówię skosztowania napoju, lecz pozostawienia nam jakiejkolwiek wskazówki. Weszli i zażądali przy bufecie dwóch szklanek napoju, jak to zapewne wprzód byli uczynili d‘Artagnan z Porthosem. Bufet, przy którym goście pili, nakryty był blachą miedzianą. Na tej blasze wyryte było grubą szpilką: Reuil, D. — Oni napewno są w Reuil — rzekł Aramis, który pierwszy spostrzegł napis. — Jedźmy zatem do Reuil — rzekł Athos. Dosiedli świeżych koni i pojechali do Reuil. Athos, nie domyślając się wcale, obrał najlepszą drogę. Deputowani parlamentu przybyli właśnie do Reuil na owe sławne konferencje, jakie trwały przez trzy tygodnie i sprowadziły ten pokój sromotny, wskutek którego aresztowano księcia pana. Reuil zalane było ze strony Paryżan prawnikami, radcami i sądownikami różnego rodzaju; ze strony zaś dworu królewskiego gościła tam szlachta, oficerowie i straże przyboczne. Łatwo zatem było w tym świetnym tłumie przejść niepostrzeżenie W dodatku, z powodu konferencji, ogłoszono czasowe zawieszenie broni; zatrzymywać więc dwóch szlachciców podróżujących, choćby nawet frondystów pierwszej wody, byłoby pogwałceniem praw ludzkości. Athos był za tem, aby iść wprost do głównego ministra. — Przyjacielu — sprzeciwił się Aramis — bardzo pięknie dowodzisz, strzeż się jednak; pótyśmy bezpieczni, póki działamy w ukryciu. Jeżeli damy się poznać tym lub owym sposobem, pójdziemy dotrzymywać towarzystwa naszym przyjaciołom w jakiem podziemnem więzieniu, skąd nas i sam djabei nie wyciągnie. Starajmy się odnaleźć ich sprytem, przebiegłością, ale tylko sami, nie zwierzając się nikomu. Oni pochwyceni zostali w Compiégne i przyprowadzeni do Reuil, jak o tem upewniliśmy się w Luwrze; tu, w Reuil, indagował ich sam kardynał, po, czem albo uwięził na miejscu, albo odesłał do Saint-Germain. Do Bastylji ich nie wsadził, pewny tego jestem Bastylja należy do frondystów, a syn Broussela jest w niej komendantem. Nie uśmiercił ich także, ponieważ śmierć d‘Artagnana głośnąby była, onby się nie poddał bez oporu. Co do Porthosa, ten według mnie jest nieśmiertelny jak sam Bóg, chociaż daleko mniej cierpliwy. Nie traćmy nadziei, siedźmy w Remi, gdyż mam przekonanie, że oni tu się znajdują. Lecz co ci jest, hrabio? zbladłeś straszliwie! — Nic, nic — rzekł Athos drżącym głosem — tylko przyszło mi na myśl, że kardynał Richelieu kazał zrobić w Reuil jakąś okropną skrytkę podziemną!... — O! bądź spokojny — rzekł Aramis — Richelieu był szlachcicem, równym nam urodzeniem, a wyższym stanowiskiem. Mógł zatem, jak król, dotknąć głowy największego z nas, a dotykając zachwiać tę głowę na karku. Lecz Mazarini jest przybłędą, dorobkiewiczem, może nas co najwyżej wziąć za kołnierz, jak łucznik na służbie. Uspokój się zatem, kochany przyjacielu, trwam przy swojem i mówię raz jeszcze, że d‘Artagnan i Porthos żyją, zdrowi i weseli. — Daj, Boże!... — rzekł Athos — trzeba jednak koniecznie otrzymać od koadjutora pozwolenie należenia do konferencji, bo w takim razie dostaniemy się do samego zamku Reuil. — Razem z tymi obrzydliwymi sądownikami! Czyż możesz to przypuścić, kochany hrabio? czyż sądzisz, iż tam radzić będą o wolności lub uwięzieniu d‘Artagnana i Porthosa? O nie, mojem zdaniem, trzeba szukać innego sposobu. — A więc powracam do mojej myśli — zaczął Athos — nie znam lepszego sposobu nad działanie szczere i otwarte. Nie pójdę do Mazariniego, a wprost do królowej i tak jej powiem: Pani! powróć nam dwóch wiernych i oddanych ci ludzi, a naszych przyjaciół! Aramis potrząsnął głową. — Ostatni to środek, którego wino ci użyć, Athosie; i wierz mi, użyj go tylko w ostateczności, a zawsze na to będzie dość czasu. Teraz zaś prowadźmy dalej poszukiwania. Tak też uczynili; tyle się nasłuchali, tak przeróżnemi fortelami ciągnęli za język kogo mogli, że nareszcie trafili na pewnego żołnierza z kawalerji, który im wyznał, iż należał do eskorty, jaka odprowadziła d‘Artagnana i Porthosa z Compiégne do Reuil. Athos powracał wciąż do projektu udania się prosto do królowej. — Kochany przyjacielu, ponieważ upierasz się przy tem szaleństwie, uprzedź mnie proszę, choć o jeden dzień wcześniej — rzekł Aramis. — Dlaczegóż to? — Skorzystam ze sposobności i wyjadę złożyć wizytę w Paryżu. — Komu? — Albo ja wiem? Może pani de Longueville. Ma ona tam wielką władzę i nie odmówi swej pomocy. Donieś mi tylko przez kogo, czy jesteś uwięziony, a wtedy postaram się uczynić, co tylko będę mógł... — Dlaczego razem ze mną nie chcesz być uwięziony? — Nie chcę, nie, dziękuję... — Gdy złączeni bodziemy we czterech, sądzę, że nawet w więzieniu nic nie ryzykujemy. Po upływie dwudziestu czterech godzin będziemy wolni. — Mój drogi, odkąd zabiłem Chatillona, bożyszcze pań z przedmieścia Saint-Germain, za wiele blasku otacza moją osobę, abym się nie bał więzienia podwójnie. Przy tej okazji, królowa gotowaby była usłuchać rady Mazariniego, a on poradziłby z pewnością, aby mnie pod sąd oddać. — Więc myślisz, Aramisie, że ona tak bardzo kocha tego Włocha? — Przecież kochała Anglika. — E! mój drogi, i ona jest kobietą! — O nie, mylisz się, Athosie, ona jest królową! — Kochany przyjacielu, poświęcam się i idę prosić o posłuchanie u Anny Austrjackiej. — Bądź zdrów, Athosie, zajmę się zebraniem oddziału zbrojnego. — Co myślisz robić? — Powrócić i oblegać Reuil. — Gdzież się spotkamy? — U stóp szubienicy dla kardynała. Dwaj przyjaciele rozstali się; Aramis powracał do Paryża, Athos poszedł starać się o audjencję u królowej. Dołącz do innych i śledź ten utwór Scrobbluj, szukaj i odkryj na nowo muzykę z kontem Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo Czy znasz wideo YouTube dla tego utworu? Dodaj wideo Podobne utwory Występuje także w Ten utwór występuje w jeszcze 3 albumach Podobne utwory Statystyki scroblowania Ostatni trend odsłuchiwania Dzień Słuchaczy Środa 26 Styczeń 2022 2 Czwartek 27 Styczeń 2022 2 Piątek 28 Styczeń 2022 0 Sobota 29 Styczeń 2022 0 Niedziela 30 Styczeń 2022 0 Poniedziałek 31 Styczeń 2022 0 Wtorek 1 Luty 2022 0 Środa 2 Luty 2022 1 Czwartek 3 Luty 2022 1 Piątek 4 Luty 2022 0 Sobota 5 Luty 2022 0 Niedziela 6 Luty 2022 1 Poniedziałek 7 Luty 2022 0 Wtorek 8 Luty 2022 0 Środa 9 Luty 2022 0 Czwartek 10 Luty 2022 0 Piątek 11 Luty 2022 2 Sobota 12 Luty 2022 0 Niedziela 13 Luty 2022 0 Poniedziałek 14 Luty 2022 0 Wtorek 15 Luty 2022 1 Środa 16 Luty 2022 1 Czwartek 17 Luty 2022 0 Piątek 18 Luty 2022 0 Sobota 19 Luty 2022 1 Niedziela 20 Luty 2022 0 Poniedziałek 21 Luty 2022 0 Wtorek 22 Luty 2022 0 Środa 23 Luty 2022 1 Czwartek 24 Luty 2022 0 Piątek 25 Luty 2022 1 Sobota 26 Luty 2022 1 Niedziela 27 Luty 2022 1 Poniedziałek 28 Luty 2022 1 Wtorek 1 Marzec 2022 0 Środa 2 Marzec 2022 1 Czwartek 3 Marzec 2022 0 Piątek 4 Marzec 2022 2 Sobota 5 Marzec 2022 1 Niedziela 6 Marzec 2022 1 Poniedziałek 7 Marzec 2022 2 Wtorek 8 Marzec 2022 0 Środa 9 Marzec 2022 0 Czwartek 10 Marzec 2022 0 Piątek 11 Marzec 2022 2 Sobota 12 Marzec 2022 0 Niedziela 13 Marzec 2022 2 Poniedziałek 14 Marzec 2022 1 Wtorek 15 Marzec 2022 2 Środa 16 Marzec 2022 1 Czwartek 17 Marzec 2022 1 Piątek 18 Marzec 2022 1 Sobota 19 Marzec 2022 0 Niedziela 20 Marzec 2022 0 Poniedziałek 21 Marzec 2022 0 Wtorek 22 Marzec 2022 0 Środa 23 Marzec 2022 1 Czwartek 24 Marzec 2022 0 Piątek 25 Marzec 2022 0 Sobota 26 Marzec 2022 3 Niedziela 27 Marzec 2022 1 Poniedziałek 28 Marzec 2022 0 Wtorek 29 Marzec 2022 1 Środa 30 Marzec 2022 0 Czwartek 31 Marzec 2022 0 Piątek 1 Kwiecień 2022 2 Sobota 2 Kwiecień 2022 3 Niedziela 3 Kwiecień 2022 1 Poniedziałek 4 Kwiecień 2022 1 Wtorek 5 Kwiecień 2022 2 Środa 6 Kwiecień 2022 0 Czwartek 7 Kwiecień 2022 1 Piątek 8 Kwiecień 2022 0 Sobota 9 Kwiecień 2022 2 Niedziela 10 Kwiecień 2022 2 Poniedziałek 11 Kwiecień 2022 1 Wtorek 12 Kwiecień 2022 1 Środa 13 Kwiecień 2022 1 Czwartek 14 Kwiecień 2022 0 Piątek 15 Kwiecień 2022 1 Sobota 16 Kwiecień 2022 1 Niedziela 17 Kwiecień 2022 1 Poniedziałek 18 Kwiecień 2022 0 Wtorek 19 Kwiecień 2022 2 Środa 20 Kwiecień 2022 2 Czwartek 21 Kwiecień 2022 1 Piątek 22 Kwiecień 2022 2 Sobota 23 Kwiecień 2022 2 Niedziela 24 Kwiecień 2022 0 Poniedziałek 25 Kwiecień 2022 1 Wtorek 26 Kwiecień 2022 1 Środa 27 Kwiecień 2022 2 Czwartek 28 Kwiecień 2022 1 Piątek 29 Kwiecień 2022 1 Sobota 30 Kwiecień 2022 2 Niedziela 1 Maj 2022 2 Poniedziałek 2 Maj 2022 2 Wtorek 3 Maj 2022 1 Środa 4 Maj 2022 3 Czwartek 5 Maj 2022 2 Piątek 6 Maj 2022 3 Sobota 7 Maj 2022 0 Niedziela 8 Maj 2022 2 Poniedziałek 9 Maj 2022 0 Wtorek 10 Maj 2022 3 Środa 11 Maj 2022 2 Czwartek 12 Maj 2022 1 Piątek 13 Maj 2022 1 Sobota 14 Maj 2022 1 Niedziela 15 Maj 2022 3 Poniedziałek 16 Maj 2022 2 Wtorek 17 Maj 2022 2 Środa 18 Maj 2022 1 Czwartek 19 Maj 2022 1 Piątek 20 Maj 2022 1 Sobota 21 Maj 2022 1 Niedziela 22 Maj 2022 0 Poniedziałek 23 Maj 2022 0 Wtorek 24 Maj 2022 1 Środa 25 Maj 2022 0 Czwartek 26 Maj 2022 0 Piątek 27 Maj 2022 0 Sobota 28 Maj 2022 1 Niedziela 29 Maj 2022 2 Poniedziałek 30 Maj 2022 1 Wtorek 31 Maj 2022 0 Środa 1 Czerwiec 2022 1 Czwartek 2 Czerwiec 2022 0 Piątek 3 Czerwiec 2022 0 Sobota 4 Czerwiec 2022 1 Niedziela 5 Czerwiec 2022 0 Poniedziałek 6 Czerwiec 2022 0 Wtorek 7 Czerwiec 2022 1 Środa 8 Czerwiec 2022 1 Czwartek 9 Czerwiec 2022 0 Piątek 10 Czerwiec 2022 0 Sobota 11 Czerwiec 2022 3 Niedziela 12 Czerwiec 2022 1 Poniedziałek 13 Czerwiec 2022 0 Wtorek 14 Czerwiec 2022 0 Środa 15 Czerwiec 2022 0 Czwartek 16 Czerwiec 2022 0 Piątek 17 Czerwiec 2022 2 Sobota 18 Czerwiec 2022 2 Niedziela 19 Czerwiec 2022 0 Poniedziałek 20 Czerwiec 2022 2 Wtorek 21 Czerwiec 2022 0 Środa 22 Czerwiec 2022 2 Czwartek 23 Czerwiec 2022 0 Piątek 24 Czerwiec 2022 0 Sobota 25 Czerwiec 2022 1 Niedziela 26 Czerwiec 2022 3 Poniedziałek 27 Czerwiec 2022 1 Wtorek 28 Czerwiec 2022 0 Środa 29 Czerwiec 2022 0 Czwartek 30 Czerwiec 2022 0 Piątek 1 Lipiec 2022 1 Sobota 2 Lipiec 2022 0 Niedziela 3 Lipiec 2022 2 Poniedziałek 4 Lipiec 2022 0 Wtorek 5 Lipiec 2022 0 Środa 6 Lipiec 2022 0 Czwartek 7 Lipiec 2022 0 Piątek 8 Lipiec 2022 1 Sobota 9 Lipiec 2022 2 Niedziela 10 Lipiec 2022 0 Poniedziałek 11 Lipiec 2022 0 Wtorek 12 Lipiec 2022 1 Środa 13 Lipiec 2022 1 Czwartek 14 Lipiec 2022 0 Piątek 15 Lipiec 2022 3 Sobota 16 Lipiec 2022 0 Niedziela 17 Lipiec 2022 0 Poniedziałek 18 Lipiec 2022 2 Wtorek 19 Lipiec 2022 1 Środa 20 Lipiec 2022 1 Czwartek 21 Lipiec 2022 1 Piątek 22 Lipiec 2022 0 Sobota 23 Lipiec 2022 0 Niedziela 24 Lipiec 2022 0 Poniedziałek 25 Lipiec 2022 1 Odtwórz ten utwór Spotify Spotify Zewnętrzne linki Apple Music O tym wykonwacy Jacek Lech 2 683 słuchaczy Powiązane tagi Jacek Lech (właściwie Leszek Zerhau) kwietnia 1947 w Bielsku-Białej, zm. 25 marca 2007 w Katowicach polski wokalista. Już w czasach szkolnych założył zespół amatorski, w którym śpiewał i grał na skrzypcach. W wieku 17 lat zajął I miejsce w Konkursie Jazzowym Mikrofon dla wszystkich. W roku 1966 został solistą zespołu Czerwono - Czarni. Pierwsza piosenka "Bądź dziewczyną moich marzeń" stała się od razu wielkim przebojem. Na KFPP Opole'67 otrzymał wyróżnienie za piosenkę "Pozwólcie śpiewać ptakom". Z zespołem Czerwono-Czarni wziął udział we wspó… dowiedz się więcej Jacek Lech (właściwie Leszek Zerhau) kwietnia 1947 w Bielsku-Białej, zm. 25 marca 2007 w Katowicach polski wokalista. Już w czasach szkolnych założył zespół amatorski, w któr… dowiedz się więcej Jacek Lech (właściwie Leszek Zerhau) kwietnia 1947 w Bielsku-Białej, zm. 25 marca 2007 w Katowicach polski wokalista. Już w czasach szkolnych założył zespół amatorski, w którym śpiewał i grał na skrzypcach. W wieku 17 la… dowiedz się więcej Wyświetl pełny profil wykonawcy Podobni wykonawcy Wyświetl wszystkich podobnych wykonawców Zmarł Piotr Figiel, kompozytor znanych piosenek - "Dwadzieścia lat, a może mniej", "Powrócisz tu" - który współpracował z wieloma polskimi artystami, Anną Jantar, Ewą Bem, Urszulą Sipińską, Marylą Rodowicz, Andrzejem Zauchą. Miał 71 lat. Źródło: PAP, fot: Marek BroniarekKompozytor, aranżer, wokalista, pianista i organista Piotr Figiel zmarł w czwartek - poinformował redaktor zespołu ds. komunikacji Stowarzyszenia Autorów ZAiKS Grzegorz (ur. 1940) był autorem muzyki do utworów "Jesteś blisko", "Dwadzieścia lat, a może mniej", "Nim zgaśnie dzień", "Wędrowny cyrk", "Jaka jesteś, Mario", "Jest miejsce na ziemi", "Powrócisz tu" (ze słowami Janusza Kondratowicza), "Trochę miejsca", "Być narzeczoną twą" (ze słowami Wojciecha Młynarskiego) , "Bright Days Will Come", "Znajdziesz mnie znowu", "The Memory" (ze słowami Wojciecha Manna) .Jego kompozycje były nagradzane na prestiżowych festiwalach na całym świecie, w Meksyku (nagroda za aranżację piosenki "Bright Days Will Come" na Festiwalu im. Augustina Lary), w Japonii (I nagroda za utwór "Jest miejsce na ziemi" na Światowym Festiwalu Piosenki w Tokio) czy na rodzimych festiwalach w Opolu i Figiel był absolwentem PWSM w Krakowie w klasie fortepianu (1960 r.). Po studiach rozpoczął pracę kompozytorską, jako organista współpracował z zespołem muzycznym The Clivers, składającym się z muzyków z różnych krajów. Począwszy od lat 70. prowadził własne grupy muzyczne, tworząc głównie muzykę instrumentalną. W 1974 roku założył studyjną orkiestrę Piotr Figiel z plejadą gwiazd polskiej estrady, z Anną Jantar, Anną German, Ewą Bem, Alicją Majewską, Urszulą Sipińską, Marylą Rodowicz, Danuta Rinn, Ireną Jarocką, Jerzym Połomskim, Andrzejem Zauchą, Zbigniewem Wodeckim, Krzysztofem Cugowskim, Wojciechem Młynarskim i takimi zespołami jak Trubadurzy, Czerwono-Czarni czy był też autorem muzyki filmowej, kompozycji do programów telewizyjnych, widowisk teatralnych oraz radiowych. Stworzył muzykę do filmów "Przepraszam, czy tu biją?" w reż. Marka Piwowskiego, "Con amore" w reż. Jana Batorego, "Piłkarski poker" w reż. Janusza wieloletnim członkiem zwyczajnym Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, wyróżnionym odznaką (1978 r. ) i medalem ZAiKS-u (2009 r.), sekretarzem Sekcji Autorów Utworów Muzyki Rozrywkowej i Tanecznej, przewodniczącym komisji repartycyjnej jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści. 25 mar 11 08:30 Ten tekst przeczytasz w mniej niż minutę Dziś, 25 marca, mija czwarta rocznica śmierci piosenkarza Jacka Lecha. Jacek Lech, a właściwie Leszek Zerhau, urodził się 15 kwietnia 1947 w Bielsku-Białej. Wokalista występował z zespołem Czerwono-Czarni. W roku 1970 ukazała się debiutancka płyta Jacka Lecha, zatytułowana "Bądź dziewczyną moich marzeń". Artysta wielokrotnie występował na polskich festiwalach muzycznych, w Opolu i Kołobrzegu. Do największych przebojów Jacka Lecha należą takie piosenki, jak "Dwadzieścia lat, a może mniej", "Bądź dziewczyną moich marzeń", "Gdzie szumiące topole" czy "Nie mówię żegnaj". Jacek Lech zmarł 25 marca 2007 roku po ciężkiej chorobie. Data utworzenia: 25 marca 2011 08:30 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.

dwadzieścia lat a może mniej tekst